Jura Krakowskao-Częstochowska to kraina pełna przepięknych wapiennych skał oraz wielu zamków należących do "Szlaku Orlich Gniazd". Miałam okazję podziwiać niektóre z nich, inne mam nadzieję kiedyś zwiedzić. Z tych, które zobaczyłam szczególnie zapadł mi w pamięć Zamek Ogrodzieniec, a właściwie jego ruiny. Ich wielkość świadczy o ogromie pierwotnej budowli.
Zamek Ogrodzieniec leży na najwyższym wzniesieniu Jury - Górze Janowskiego - zwanej także Górą Zamkową i liczącą sobie 516 m n.p.m.. Wzniesienie położone jest na terenie wsi Podzamcze.
Pierwsza budowla powstała w XII wieku. Było to niewielkie grodzisko z trzech stron osłonięte skałami. Jednak trudne do zdobycia i stąd zwane "Wilczą Szczęką". Znajdowała się ona w rękach rodu Włodków Sulimczyków. W 1241 roku podczas najazdy Tatarów grodzisko to zostało całkowicie zniszczone. Na jego miejscu Włodkowie postawili w połowie XIV wieku gotycki zamek również wkomponowany w otaczające go z trzech stron skały. Obwód zamykał wysoki kamienny mur, a wejście prowadziło przez wąską szczelinę między skałami. Jeden z rodu Włodków, Baltazar, brał udział w rokowaniach polsko-krzyżackich w 1414 roku.
W 1562 roku zamek przeszedł w ręce Jana Firleja męża córki Seweryna, Zofii. Firlejowie nadali wnętrzu barokowy charakter.
W 1587 roku zamek został zdobyty przez wojska arcyksięcia Maksymiliana podczas elekcji, która odbywała się po śmierci Stefana Batorego.
W 1655 roku zamek ucierpiał znacznie podczas najazdu wojsk szwedzkich. Szwedzi przez dwa lata stacjonowali na zamku, zniszczeniu uległy południowe mury zamkowe.
W 1669 roku nowym właścicielem zamku został Stanisław Warszycki kasztelan krakowski. Była to bardzo ciekawa i kontrowersyjna postać. Z jednej strony Warszycki dał się poznać jako wielki patriota. Podczas "potopu" szwedzkiego był jednym z nielicznych, którzy pozostali wierni Janowi Kazimierzowi i nie oddali swych dóbr Szwedom. Wsławił się także podczas obrony Jasnej Góry. Podobno dostarczył do klasztoru 12 armat i stado bydła. W swoim zamku w Dankowie gościł Jana Kazimierza i Marię Ludwikę, jego żonę, oraz Stefana Czarnieckiego.
Z drugiej strony mówiło się dużo o jego zaciętym i okrutnym charakterze. Miał jakoby torturować swoich poddanych. Podobno publicznie kazał chłostać swoją żonę, stojąc i napawając się krzykami nieszczęsnej. Był też ogromnie chciwy i skąpy. Do dziś przetrwały podania o wielkich skarbach ukrytych w zamku. Miał to być jakoby posag jego córki Barbary, który jej obiecał, a którego podobno nigdy nie przekazał. Okoliczna ludność podejrzewała go o konszachty z samym diabłem. Jedna z legend dotyczących zamku Ogrodzieniec opowiada o wielkim czarnym psie, który nocami kreci się po ruinach pobrzękując trzymetrowym łańcuchem. Tym psem ma być właśnie kasztelan, który w ten sposób próbuje odstraszyć śmiałków chcących zawładnąć jego skarbem.
Po II wojnie światowej zamek znacjonalizowano. W latach 1949-1973 odbyły się tu prace konserwatorsko-archeologiczne. Ruiny zamku w 1973 roku udostępniono zwiedzającym.
Choć w ruinie zamek robi imponujące wrażenie. Z wielkim przejęciem chodziliśmy po jego dziedzińcach, wspinaliśmy się na wieżę. Niestety nie zobaczyliśmy ekspozycji umieszczonych wewnątrz.
Moim zdaniem naprawdę warto zobaczyć te potężne ruiny.
4 komentarze:
Aniu, jak dobrze, że przedstawiłaś jeden z najpiękniejszych zamków na Jurze Krakowsko-Częstochowskiej. Ponieważ uwielbiam historię, czytałam ją z ciekawością. Zwiedzałam ten zamek, ale przyznaję, że pewnych faktów historycznych nie znałam. Mam marzenie, aby zobaczyć zimą te piękne ruiny.
A zdjęcia bardzo ładne. Widać, że pogoda Wam dopisała.
Sara-Maria
Saro-Mario:)
Byliśmy tam dwa lata temu i rzeczywiście pamiętam, ze było ciepło i słonecznie. Zamek wywarł na mnie bardzo duże wrażenie. Jeśli chodzi o zdjęcia to się cieszę, ze parę udało się pokazać. Wtedy jeszcze nie prowadziłam bloga i nie robiłam zdjęć pod tym kątem.
Cieszę się, że opowiedziałaś troszkę o zamku w Ogrodzieńcu, przyznam szczerze nie wiedziałam wszystkiego o zamku, dzięki twojemu wpisowi dowiedziałam się niektórych nie znanych mi wcześniej rzeczy. Byłam w tym zamku. Wspaniale wyszły ci te zdjęcia.
Monika:)
Lubię poznawać historię miejsc, które odwiedzam. Zresztą ja także podziwiam Twoją wiedzę. Zawsze coś ciekawego napiszesz i dzięki Twoim wpisom ja także poszerzam swoje wiadomości.
A na jakość zdjęć wpłynęła też chyba piękna pogoda, jaką wtedy mieliśmy.
Prześlij komentarz