
Nic więc dziwnego, że przyszedł mi on na myśl teraz, kiedy zbliża się dzień zadumy nad naszym życiem tu na ziemi i nad życiem pośmiertnym - Wszystkich Świętych. Choć dla mnie nie jest utworem kojarzącym się li tylko i wyłącznie z tym żałobnym kontekstem, a to przede wszystkim dzięki wokalnym wykonaniom Adagio - o czym za chwilę.
Adagio przypisywane jest włoskiemu kompozytorowi epoki baroku - Tomasowi Albinoniemu. Bardzo płodny kompozytor był kiedyś znany i ceniony. Dziś słuchają go raczej koneserzy. Przyznaję się bez bicia do tego, że oprócz Adagia nie znam prawie jego utworów. A jeżeli dodamy do tego rewelacyjne odkrycia ostatnich lat - to okaże się, że właściwie nie znam go wcale.
Okazało się bowiem, że ten przepiękny utwór zawdzięczamy właściwie włoskiemu muzykologowi Remo Giazotto. On to bowiem po koniec II wojny światowej odnalazł w gruzach biblioteki w Dreźnie nieznany fragment orkiestrowej partii basu koncertu Tomasa Albinoniego. Ponieważ reszta partytury uległa zniszczeniu Giazotto zauroczony linią melodyczną postanowił dokomponować resztę partytury. W 1949 roku ogłosił on, że odnalazł nieznane do tej pory dzieło włoskiego kompozytora a w 1958 roku zostało wydane Adagio g-moll na smyczki i organy. Mimo, że autorem dzieła był właściwie Giazotto Adagio wydane zostało pod nazwiskiem Albinoniego. Dopiero po śmierci włoskiego muzykologa prawda ujrzała światło dzienne. Nie zaćmiło to jednak sławy samego utworu. Od samego początku bowiem cieszył się on wielką popularnością. Niewątpliwie przyczynił się do tego jeden z najbardziej uznanych dyrygentów XX wieku - Herbert von Karajan, który włączył Adagio do programu swoich licznych koncertów.
Utwór ten stał się też inspiracją dla wielu twórców. Nie sposób wymienić tu wszystkich. Chciałabym jednak wspomnieć o jednym - członkowie kultowego zespołu The Doors wykorzystali Adagio w swojej kompozycji, którą stworzyli po śmierci Jima Morrisona, legendarnego wokalisty Doorsów.
Często utwór ten wykonywany jest również w wersji wokalnej. Sięgnęła po niego belgijsko-włoska piosenkarka Lara Fabian ,
a także Sarah Brightman - niezrównana wykonawczyni utworów Andrew LLoyda Webera,
czy świetny zespół wokalny - Il Divo.
Wiem, że zaszalałam z wstawianiem filmików, ale nie mogłam się zdecydować, którą wersję wybrać. Wszystkie kocham, każda jest inna, niesie ze sobą inny ładunek emocjonalny.
9 komentarze:
Tak się zasłuchałam we wszystkie utwory- słuchałam po kilka razy każdego, że zapomniałam się wpisać. Zrobiłam sobie z nich podkład muzyczny do robienia kopii zapasowej bloga (vide Cyrysia). Podobają mi się wszystkie wykonania, ale najbardziej to wyłącznie muzyczne. Choć zamieściłaś samych ulubionych wykonawców (Sara, Il Divo, Lara Fabian (już zdążyłam polubić) to jednak muzyka jest cudowna. I kiedy pomyślę, że będąc młodą dziewczyną bardzo nie lubiłam Święta Zmarłych z powodu, jak ja to nazywałam "smętnej muzyki" w mediach. Teraz dorosłam do tej smętnej muzyki i z ubolewaniem stwierdzam, iż media nie robią (a przynajmniej nie robiły jeszcze rok temu, kiedy oglądałam, słuchałam) wielkiej różnicy między Dniem Wszystkich Świętych a każdym innym dniem Roku.
A teraz posłucham sobie jeszcze raz- ta muzyka działa na mnie kojąco.
Ten kapłan baroku stworzył muzykę na wsze czasy.
Muzykę przepiękną, która zrobiła trzęsienie ziemi w pamięci jemu współczesnych. W swojej cudownej muzyce zawarł przecież pochwałę przyjemności i radości życia oraz zachwyt nad pięknem przyrody.
A jego Adagio cieszy się teraz takim powodzeniem.
Umarł w biedzie i zapomnieniu, ale może tam z góry słucha tej swojej muzyki w różnych wykonaniach...
Sara-Maria
Guciamal:)
Ja także najbardziej lubię wersję oryginalną, instrumentalną. Zawsze jak słucham tego utworu przechodzą mnie tzw. ciarki. Jest po prostu fascynujący.
I jeszcze jedno - zawsze jakoś wolałam "smętną", patetyczną muzykę i tak jest do tej pory. Nie wiem dlaczego skoczne, wesołe tony nie wywołują we mnie takiego dreszczu emocji jak "mocne" dramatyczne uderzenie.
Saro-Mario:)
To mnie właśnie zaskoczyło, bo przecież jego rodzina była dość zamożna. Szkoda, że właściwie nie znam jego muzyki. Najwyższy czas nadrobić zaległości. Choć muzyka baroku to nie jest to, co misie lubią najbardziej.
Ja bardzo lubię muzykę barkową (to chyba moja ulubiona epoka, jeśli chodzi o muzykę) i Adagio też. Bardzo ciekawie było się dowiedzieć, że nie jest tak do końca Albinioniego. Dzięki za tę informację. :)
Ysabell:)
Witam Cię w moich skromnych progach.
Ja akurat niezbyt gustuję w muzyce baroku, ale Adagio akurat uwielbiam. Lubię też czasem posłuchać Vivaldiego nieraz Bacha, bardzo rzadko Telemanna. A ze wstydem przyznaję, że pominęłam zupełnie Albinoniego. I teraz czas to nadrobić.
Balbinko, czy aż tak mocno pochłonęły Cię robótki ręczne ? czy już poza nimi świata nie widzisz ?
Do świat jeszcze prawie półtora miesiąca...
BARDZO BRAKUJE CIEBIE!!!!!!
TĘSKNIMY!!!!!
Sara-Maria
Także ja uwielbiam Sarę Brightman. Tak pięknie śpiewa, uwielbiam jej utwór z Andreą Bocellim. Tak jak Sara-Maria, pytam czy tak bardzo pochłonęły cię robótki ręczne, że zapomniałaś o nas wiernych twoich blogowiczkach. Brakuje nam ciebie.
SARO-MARIO:)
Pochłonęło mnie wiele spraw i naprawdę nie mogłam zasiąść do komputera. Też bardzo za Wami tęskniłam, ale czasami trzeba coś poświęcić. I teraz padło na mój blog i na spotkania z Wami. Ale już pomalutku wszystko wraca do normy. Zaraz pędzę do Ciebie a potem do innych.
Moniko:)
Też lubię ten utwór.
Już do Was wracam!!! Bardzo przepraszam> Wybaczycie???!!!!
Piękny artykuł. Wysłuchałam wszystkich wersji tego cudownego utworu. Dla mnie utwór niesie spokój i nadzieję. Dziękuję. :)
Prześlij komentarz